"Bólu pod dostatkiem" 2012-03-29 22:24:10

Przychodzi taki czas, kiedy nie można już walczyć i pozostaje się poddać.

Czas, kiedy ból przerasta.
Bolą kolana, boli kręgosłup, boli głowa. O ile pierwsze nie pozwalają biegac maratonów ani nawet wchodzić po schodach na trzecie piętro, ta ostatnia nie daje żyć, odcinając mnie od większości codziennych czynności.
I nie wiem co jest gorsze - ból czy ta potworna niemośność ustalenia jego przyczyn, nazwania choroby... Chyba wolałabym móc nazwać smoka, z ktrórym walczę, nawet jeśli okaże się chorobą nieuleczlną. Lepsze to niż ciągła niepewność, wprowadzająca mnie w oscylacje pomiędzy rezygnacją, smutkiem i złością na samą siebie.

skomentuj (0)

czas. 2010-12-09 21:20:36

Mija czas, wszystko się zmienia, choć ja to nadal ja.
Może pora przenieść się gdzie indziej, zacząć od nowa?
Pewnie i tak tu wrócę, bo kocham ten czas i te wspomnienia, często utrwalone tylko w pamięci tego bloga...
Choć pewnie i tak wrócę, jak zawsze.

skomentuj (1)

Niespodziewane 2009-10-19 23:11:09

Odkąd Profesor się przeprowadził zmuszony dekretem biskupim pozostały tylko telefony.
Zadzwonił dziś, odrywając mnie od analizy tekstów historycznych.
"Kasiu, żyj tym, co niespodziewane" powiedział.


Do Julki - a ja z perspektywy czasu mówię, że taka relacja jest możliwa :). Przez 9 lat nigdy nie doszło między nami do żadnej dwuznaczności.

skomentuj (2)

Siła 2009-04-26 23:58:12

Sobotni poranek, długa rozmowa za mną, jeszcze dłuższa droga przede mną.
Siedzimy w pokoju gościnnym na parterze. Za uchylonymi drzwiami słychać krzątanie się kucharki.
Patrzę mu w oczy.
- Wiesz, że nie mogę cię tu przytulić. Ktoś mógłby nas zobaczyć - mówi Profesor.
- Wiem - odpowiadam i wstaję.
Zrywa się, obejmuje mnie i przytula mocno.
Czuję siłę.
Wiem, że starczy jej akurat do następnego tygodnia.

skomentuj (4)

Ostatni wykład i mucha 2009-01-18 01:05:55

Wieczór. Blask świec. Zmęczony Profesor w fotelu przede mną.
- Przepraszam, Kasiu, nie mam nawet siły zrobić Ci herbaty.
Mijają 2 minuty. Zrywa się.
- Może herbaty? - pyta.
Stwierdzam, że nie trzeba, bo wygląda, jakby nie miał siły jej zrobić, ale on już z uśmiechem nalewa wody do czajnika.
Milczymy przez pół godziny, wpatrując się w siebie przez płomień świecy.
W końcu zaczynam mówić. Zastanawia się waptrzony w ogień.
- Czy mucha to po angielsku "fly"?
Najpierw potwierdzam, potem dopiero wybucham śmiechem i karcę go, że nie słuchał.
- Ależ słuchałem! Mówiłaś o motylach, pomyślałem "butterFLY" i zacząłem się zastanawiać czy "fly" jest przyrostkiem często występującym w angielskich nazwach owadów latających... - tłumaczy.
Po wielu ważnych słowach zrywa się nagle i daje mi książkę. "Ostatni wykład", Randy Pausch.
- Kiedyś mi ją wypożyczysz i też przeczytam. Znam ten wykład z nagrania, ale nie wszystko zrozumiałem.
Jak dobrze, że nie pozwolii mu wyjechać do Anglii na najbliższe trzy lata.
Żegnamy się jednak tak, jakby jednak wyjeżdżał. Na wszelki wypadek. Długo stoję w korytarzu, wtulona w jego ramiona. Chwila wykradziona czasowi...

skomentuj (3)

Księga Gości